musicnews musicnews

MAGNETIC FIELDS - Realism

Data: 2010-03-04
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Magnetic Fields to Stephin Merritt. Postać niezwykle barwna, a jednocześnie jeden z najznamienitszych synonimów depresji w amerykańskim przemyśle muzycznym. W zasadzie pokrótce tak możnaby również scharakteryzować nową płytę zespołu, "Realism", której do optymizmu i radości daleko, choć potrafi ona zaskoczyć urokliwymi, kolorowymi melodiami.

 

"Realism" jest trzecim kolejnym albumem Magnetic Fields, na którym nie słyszymy syntezatorów. Poprzednie dwie części tej muzycznej trylogii to "I" z 2004 roku oraz wydane cztery lata później "Distortion". Noisowe brzmienie i charakter tego ostatniego tworzą gęste przestery, a kawałek otwierający płytę nosi tytuł "Three-Way". “Realism” w przeciwieństwie do poprzednika jest folkowy, miejscami nawet o ascetycznie dawnym brzmieniu, a otwiera go - jak gdyby odpowiadając - kawałek "You Must Be Out Of Your Mind". Bez wątpienia najbardziej udana spośród trzynastu kompozycji.

 

"Realism" zaczyna się więc znakomicie. Niewymuszona lekkość charakterystyczna dla Stephina Merritta, umiejętność komponowania wciągających melodii, które są tyleż nieskomplikowane, co niebanalne, to jego znak firmowy. A w akustycznym, folkowym klimacie Magnetic Fields do twarzy. Klimat jednak bywa zmienny - i tak "Interlude" jest bajkowe, trochę jak z pozytywki, podobnie jak "The Dolls’ Tea Party", podczas gdy "We Are Having a Hootenanny" na żywo powinno być wykonywane przy rozpalonym na scenie ognisku. A barokowe "Seduced And Abandoned"? Najlepiej na zamku, jeśli takowy znajdzie się w Los Angeles, nawet w Disneylandzie - dla lirycznego kontrastu.

 

Mankamentem "Realism" jest niestety fakt, że między kompozycjami zgrabnymi jak "You Must Be Out Of Your Mind", przestrzenne "Walk A Lonely Road", posiadającymi przyciągający uwagę urok jak "Better Things", czy dobrze pasującą na koniec, zejściową "From A Sinking Boat", trafiają się mielizny. Łagodność zamienia się w senność, a wtedy obudzić się może koszmar nudy. Kostiumowe czy ogniskowe piosenki też nie stanowią o sile albumu. Dlatego do nowej płyty Magnetic Fields dobrze byłoby podejść z pewną dozą cierpliwości lub w nastroju, który wszelkie oniryczne dłużyzny oraz aranżacyjne przebieranki potraktuje jako strawę dla duszy. W przeciwnym wypadku będzie to tylko niezła płyta z kilkoma utworami, do których będzie się często wracać w chwilach nostalgii. 

 

Jakub Zastawniak

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews