musicnews musicnews

THE DILLINGER ESCAPE PLAN - Option Paralysis

Data: 2010-04-13
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Maszyna o kryptonimie Dillinger Escape Plan rzadko wypuszcza nowe produkty. Tym bardziej więc rozbudzone były oczekiwania słuchaczy, kiedy zespół z New Jersey ujawnił wreszcie następcę rewelacyjnego „Ire Works”.

Zanosiło się na zmiany choćby dlatego, że w szeregach DEP w międzyczasie pojawił się nowy perkusista Billy Rymer oraz drugi gitarowy, Jeff Tuttle. Już otwierający płytę utwór „Farewell, Mona Lisa” dowodzi, że to dobrze znany, sprawdzony Dillinger, tylko jakby przemalowany w inne barwy. Ten sam, a jednak jakby inny. Gitarowe kanonady, perkusyjne blasty, hiperprecyzyjna technika wykonania - to wszystko się zgadza, niemniej nigdy wcześniej Amerykanie nie wtykali między kanciaste struktury takich wypolerowanych rockowych melodii. Sam nie wiem jak odebrać takie zmiękczone brzmienie po linii Deftones, które zaserwowali w „Gold Teeth on a Bum”, bo to regres na miarę powrotu do zabaw drewnianymi klockami, kiedy już budowało się małe wieże Eiffela. Zaskoczeniem, choć niekoniecznie negatywnym, jest także „Widower”, w słusznej większości wykonany na pianinie przez występującego na prawach gościa, jazzowego pianistę Mike’a Garsona (pojawia się także z efektownym pasażem w kawałku „I Wouldn’t If You Didn’t”), przetykany gromkimi wejściami całego zespołu. Jeśli DEP chciało znaleźć się w roli pionierów nowego nurtu, to chyba im się udało i tak o to wymyśliło... bo ja wiem... lounge-core?

Wściekły, rozwichrzony hardcore z rwanymi gorączkowo riffami i wijącą się jak w ukropie sekcją odzywa się w dwóch kapitalnych, dwuminutowych petardach - „Crystal Morning” i „Endless Ending”, przy czym w tym drugim słychać nawet frippowską solówkę, a debiutujący w barwach grupy bębniarz nie oszczędza żadnego elementu swojego zestawu. Niezłe jest także „Room Full of Eyes”, w którym techniczny metalcore pomyka momentami w rytmie samby oraz ciężkie i duszne „Parasitic Twins” wykorzystujące dźwięk... dziecięcych cymbałek.

Ogólnie jednak „Option Paralysis” to taki Dillinger umelodyjniony i przystępniejszy, który zrzekł się części tego szaleństwa, jakie zionęło z „Ire Works” czy „Miss Machine”. Eksperyment z bardziej komunikatywną formą udał się połowicznie. Osobiście wolałem, kiedy u DEP więcej było matematyki, „całek i różniczek”, i tego odjazdu, któremu na nowej płycie zespół nie chciał dać folgi. Nadal jest to bardzo dobry album, ale w podobnej kategorii o wiele bardziej godne uwagi jest ostatnie dzieło Converge.

Sebastian Rerak


Tagi:
The Dillinger Escape Plan, Option Paralysis

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews