musicnews musicnews

HOLE - Nobody's Daughter

Data: 2010-05-04
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

"Nobody’s Daughter” to nie jest czwarta płyta Hole. To druga solowa płyta Courtney Love. To w zasadzie mogłoby wystarczyć za całą recenzję. Jeśli podobała wam się "American Sweetheart” to całkiem możliwe, że nowa płyta wdowy po Kurcie Cobainie przypadnie wam do gustu. Jeśli jednak liczycie na nostalgiczny powrót do czasów "Celebrity Skin”, "Live Through This” czy nawet "Pretty on the Inside” to lepiej zrobicie jak ponownie puścicie sobie którąś z wymienionych płyt, a "Nobody’s Daughter” ominiecie szerokim łukiem.


Courtney Love oficjalnie reaktywowała Hole w zeszłym roku, po blisko ośmiu latach od rozpadu grupy. Reaktywowała to nie jest dobre określenie. Lepszym byłoby zawłaszczyła. Oprócz Love w składzie Hole nie znalazł się nikt ze wcześniejszych członków zespołu. Szczególnie dziwna wydawała się decyzja o pominięciu Erica Erlandsona, z którym Love założyła zespół i który był współautorem większości utworów grupy. Erlansdson miałby prawdopodobnie podstawy aby prawnie zabronić Love używania nazwy Hole. Rozsądek pewnie podyktował mu, że nie warto tracić czasu i zdrowia. Dzisiaj Hole to Courtney Love i gromada młodych (najmłodszy ma 24 lata)  i szerzej nieznanych muzyków.


Nie mogę napisać, że "Nobody’s Daughter” to rozczarowanie. Dokładnie tak złej płyty się spodziewałem. Nie pomogli Billy Corgan i Linda Perry, którzy napisali dla Love kilka utworów. Nie pomogła świeża krew w zespole. Szereg dramatycznych wydarzeń w życiu osobistym Love nie znalazł żadnego oddźwięku w tekstach czy muzyce. Ta płyta to typowa mainstreamowa rockowa produkcja XXI wieku. Brzmienie jest idealnie dostosowane do potrzeb odtwarzaczy mp3. Jest głośno i płasko. Muzyka brzmi mechanicznie, jakby grały ją roboty, a nie ludzie. Wszystko jest pozbawione jakiegokolwiek charakteru, jest bezpiecznie i banalnie. Nawet Courtney Love, o której może powiedzieć wiele, ale nie to, że jest nijaka, sprawia wrażenie znudzonej, zupełnie jakby nagranie tej płyty to był dla mniej wyłącznie przykry obowiązek.


To wszystko dałoby się jeszcze jakoś wybaczyć, gdyby na "Nobody’s Daughter” znalazły się dobre, chwytliwe piosenki. Niestety, na tej linii Hole także poniósł klęskę. Odrobinę na plus wyróżnia się "Pacific Coast Highway”, napisany przez Love wspólnie z Billym Corganem, oraz bonusowy, brzmiący surowiej niż reszta płyty, "Never Go Hungry”. Reszta utworów jest zupełnie pozbawiona wyrazu.


Courtney Love bywa nazywana przez portale plotkarskie „Yoko Ono grunge’u”. Ciężko wyobrazić sobie bardziej nietrafione porównanie. O ile wdowa po Johnnie Lennonie cały czasu muzycznie poszukuje i od wielu lat jest ikoną kultury alternatywnej, to Courtney Love ugania się za sławą, nie zważając na cenę jaką ponoszą za to jej najbliżsi. „Nobody’s Daughter” może pozwoli jej ponownie zagościć na chwilę na łamach tabloidów. Za kilka miesięcy nikt już jednak nie będzie o tej płycie pamiętał a Courtney Love będzie musiała wymyślić coś nowego by ponownie przykuć uwagę mediów.

 

Maciej Pletnia
 


Tagi:
Hole, Courtney Love

Dodaj komentarz

Komentarze

"Szereg dramatycznych wydarzeń w życiu osobistym Love nie znalazł żadnego oddźwięku w tekstach czy muzyce..." albo w ogóle nie słuchałeś tekstu panie recenzencie albo nie znasz angielskiego. Osobiste teksty to właśnie to, co sprawia, że te piosenki są tak poruszające

(2010-08-06 | 11:31)

~ Marta

Płyta ciekawa jednak spotkałem się z takim stwierdzeniem w recenzji na stronie www.allfestivals.pl - "Każdy utwór przycięty jest do radiowej długości 3-4 minuty. Nie jestem koneserem grunge?u, jednak wiele utworów zlało mi się w jedno. Ostatni zarzut jaki mam wobec Nobody?s Daughter, dotyczy wszechobecnej wulgarności Love, która momentami wydała mi się sztuczna." Co sądzicie o tym stwierdzeniu? Czyżby wulgarność Love już nieco przebrzmiała?

(2010-07-28 | 13:06)

~ RedaktorHortexAllFestivals

musicnews MusicNews