MUSTASCH - Mustasch

Pamiętacie piosenkę "Double Nature"? Sabbathowski riff otwierający introdukcję "Tritonus (prelude)" też podbito smykami. To nieomylny znak, że za heblami w czasie sesji nagraniowej piątego długogrającego krążka hardrockowców z Goeteborga ponownie zasiadł Tobias Lindell - facet, który ukręcił bardzo solidny sound na wydanym przed trzema laty "Latest Version of the Truth".
Mam wrażenie, że zaangażowanie człowieka, który sławę zyskał dzięki współudziałowi w produkcji nagrań artystów okupujących szczyty list przebojów (m.in. A Teens, Britney Spears) w pełni oddaje aktualne podejście Szwedów do własnej twórczości. Mustasch wychodzi z klubów z zamiarem podbicia hal widowiskowo-sportowych, festiwalowych scen i stadionów. Ten plan ma szanse powodzenia, ale nie sądzę, by przełom nastąpił już teraz. I to mimo tego, że chwytliwe kompozycje z "Mustasch" mają raczej nieskomplikowaną budowę i spory komercyjny potencjał. Opierają się na prostych hard'n'heavy riffach ("Heresy Blasphemy", "Mine", "Damn It's Dark"), których potencjalna siła rażenia przytemperowana została stosunkowo łagodnym brzmieniem. Muzycy nie zapomnieli o melodyjnych refrenach, w których bryluje znany co poniektórym z B-Thong Gyllenhammer. Koleś obdarzony przez naturę barwą głosu lokującą się gdzieś na skrzyżowania Iana Astbury'ego z Glennem Danzigiem i moze jeszcze Jamesem Hetfieldem znakomicie czuje się w konwencji mainstreamowego hard'n'heavy ("The Man, The Myth, The Wreck", "The Audience Is Listening"). Swoją drogą tekstowa zawartość tych tracków musi budzić lekkie zażenowanie. Nieco ciężej - a może raczej bardziej ociężale - robi się w "Desolate", w którym dodatkową atrakcją jest folkowa partia w środkowej partii utworu. Także "Blackout Blues" ma w sobie nieco więcej pazura niż wynosi średnia dla 12 tracków. W międzyczasie Szwedzi serwują jednak dźwięki ocierające się o krainę łagodności (stadionowa ballada "I'm Frustrated") i kolejne rześkie potupajki ("Deep In The Woods").
Całość wieńczy z lekka epicki "Tritonus", w którym melorycatcja kojarzyć się może z tym co robił Christopher Lee z Rhapsody, a sam horrorkowaty koncept z ciężkim riffem przywołuje na chwilę pamiętny "Hellraiser" Entombed. Jeżeli nie macie jakichś szczególnie wyszukanych oczekiwań i rozglądacie się za krążkiem, w towarzystwie którego jazda samochodem katastrofalną "ósemką" z Wrocławia do Warszawy chociaż chwilami będzie znośna, to "Mustasch" jest czymś własnie dla Was. Bez napinania się i bez chęci odkrywania nowych terytoriów. Bez roszczenia sobie pretensji do bycia czymś więcej niż bezstresową rozrywką. Tak postrzegany krążek, będący przedmiotem niniejszej recenzji, jawi się jako dzieło co najmniej przyzwoite.
Maciej Miskiewicz
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ŚWIEŻA KREW: Smoke Fairies
- PORCUPINE TREE - relacja z koncertu w Łodzi, 17.07.2010
- BRENDAN PERRY - relacja z koncertu w Warszawie, 15.07.2010
- XVII WITH FULL FORCE - relacja z festiwalu w Niemczech, 2-4.07.2010
- ŚWIEŻA KREW: Warpaint
- SONISPHERE FESTIVAL - relacja z festiwalu w czeskich Milovicach, 19.06.2010
- SOULFLY - relacja z koncertu we Wrocławiu, 11.06.2010
- SERJ TANKIAN - relacja z koncertu w Warszawie, 20.06.2010
- ARMIA - relacja z koncertu w Warszawie, 11.06.2010
- ŚWIEŻA KREW: Sleepy Sun














Ka, Slope/The Experience of Losing Control
A Way Away
Mojo
Radio Silence
In Excelsis
III: Remember Who You Are
Invictus
Coat Of Arms
Variations
PORCUPINE TREE - Łódź, 17.0...
DERANGED, DESECRATION - Londyn...
DEVILDRIVER - Warszawa, 20.06....
XVII WITH FULL FORCE FESTIVAL ...
COHEED & CAMBRIA - Warszawa, 0...
THE BUG, ROB SWIFT + MISTA SIN...