Bipolar Bears

musicnews musicnews

HOLY FUCK - Latin

Data: 2010-06-13
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Nowe Holy Fuck to popsute piosenki. Na wskroś.

 

Tam, gdzie inni zmierzają ku jak największej studyjnej obróbce lub pseudo-brudowi, oni poszli pod prąd. Czasami zmyłkowo, lecz poniekąd i świadomie. Postawili na destrukcję, nawet tych wydawałoby się bardziej przyjaznych dla ucha melodii. Jest przestrzennie, przesterowanie i... przebojowo. Ze słyszalnymi echami muzyki filmowej, jak chociażby w „Red Light”, zaczynającym się zgoła dyskotekowo, by przy pomocy zgrabnego basowego pochodu przenieść się na "Ulice San Francisco", a odpowiednio auralnej barwy nadały całości klawisze. Są również, a jakże, ukłony w stronę wujka Trenta Reznora w rozpoczynającym "MD". Dwie minuty i czterdzieści sekundy "Latin America" również przynosi przyjemną dla ucha muzykę, ale to co dzieje się później już niekoniecznie. Oczywiście, aby nie było za nudno, pod koniec panowie Matt McQuaid (bass) i Matt Schulz (perkusja) serwują słuchaczom coś na kształt krótkiego jam session. Pojawiają się pozdrowienia w kierunku przekręconego i podkręconego Mum oraz Radiohead w "Stay Lit". Tak właściwie "Latin" roi się od hitów. Posłuchajmy choćby tanecznego "Silva & Grimes" z kosmicznie melodyjną grą syntezatorów, co z tego, że i tak pobrudzonych. A kiedy Holy Fuck wprowadza pierwiastek wokalny do kompozycji, czyni to, jak w "SHT MTN", gdzie głos jest schowany, spogłosowany, z nałożonymi efektami oraz sprzęgami. Bardziej nerwowe oblicze ukazują Kanadyjczycy w punkowym "Stilettos", gdzie podbita, nerwowa gra sekcji spotyka się z kontrapunktująco melodyjnymi motywami gitarowymi, uzupełnianymi przez panów Walsha i Borcherdta. Słychać, że współgranie ze sobą sekcji rytmicznej tworzy szkielet utworów, kolejny tego dowód otrzymujemy w "Lucky", w którym pozostałe instrumenty oraz wokalizy są słyszalne, choć cofnięte na, co najmniej, drugi plan. Najdłuższy "P.I.G.S." to już sampler w roli głównej (kłania się Liam Howlett z The Prodigy) oraz perkusja z wykorzystaniem masy próbek brzmieniowych, by poprzez swobodny motyw perkusyjno-basowy (znowu!) przejść do dźwiękowego zgiełku, a nad tym wszystkim zawisł duch rodem z filmów science fiction, spinając "Latin" swoistą klamrą.

 

Taka to właśnie płyta, krótka choć treściwa. Warto dać jej szansę, a odwdzięczy się na pewno.

 

Tomek Mądry


Tagi:
Holy Fuck, XL, Latin

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews