HOLY FUCK - Latin

Nowe Holy Fuck to popsute piosenki. Na wskroś.
Tam, gdzie inni zmierzają ku jak największej studyjnej obróbce lub pseudo-brudowi, oni poszli pod prąd. Czasami zmyłkowo, lecz poniekąd i świadomie. Postawili na destrukcję, nawet tych wydawałoby się bardziej przyjaznych dla ucha melodii. Jest przestrzennie, przesterowanie i... przebojowo. Ze słyszalnymi echami muzyki filmowej, jak chociażby w „Red Light”, zaczynającym się zgoła dyskotekowo, by przy pomocy zgrabnego basowego pochodu przenieść się na "Ulice San Francisco", a odpowiednio auralnej barwy nadały całości klawisze. Są również, a jakże, ukłony w stronę wujka Trenta Reznora w rozpoczynającym "MD". Dwie minuty i czterdzieści sekundy "Latin America" również przynosi przyjemną dla ucha muzykę, ale to co dzieje się później już niekoniecznie. Oczywiście, aby nie było za nudno, pod koniec panowie Matt McQuaid (bass) i Matt Schulz (perkusja) serwują słuchaczom coś na kształt krótkiego jam session. Pojawiają się pozdrowienia w kierunku przekręconego i podkręconego Mum oraz Radiohead w "Stay Lit". Tak właściwie "Latin" roi się od hitów. Posłuchajmy choćby tanecznego "Silva & Grimes" z kosmicznie melodyjną grą syntezatorów, co z tego, że i tak pobrudzonych. A kiedy Holy Fuck wprowadza pierwiastek wokalny do kompozycji, czyni to, jak w "SHT MTN", gdzie głos jest schowany, spogłosowany, z nałożonymi efektami oraz sprzęgami. Bardziej nerwowe oblicze ukazują Kanadyjczycy w punkowym "Stilettos", gdzie podbita, nerwowa gra sekcji spotyka się z kontrapunktująco melodyjnymi motywami gitarowymi, uzupełnianymi przez panów Walsha i Borcherdta. Słychać, że współgranie ze sobą sekcji rytmicznej tworzy szkielet utworów, kolejny tego dowód otrzymujemy w "Lucky", w którym pozostałe instrumenty oraz wokalizy są słyszalne, choć cofnięte na, co najmniej, drugi plan. Najdłuższy "P.I.G.S." to już sampler w roli głównej (kłania się Liam Howlett z The Prodigy) oraz perkusja z wykorzystaniem masy próbek brzmieniowych, by poprzez swobodny motyw perkusyjno-basowy (znowu!) przejść do dźwiękowego zgiełku, a nad tym wszystkim zawisł duch rodem z filmów science fiction, spinając "Latin" swoistą klamrą.
Taka to właśnie płyta, krótka choć treściwa. Warto dać jej szansę, a odwdzięczy się na pewno.
Tomek Mądry
Tagi:
Holy Fuck, XL, Latin
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011















Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011