CRYPTIC TALES - wywiad

"Cryptic Tales gra dalej tylko dlatego, że po prostu lubimy to robić."
Bardzo rzadko w stosunku do zespołów używam określenia "legenda". Jednak grupę mojego rozmówcy nie wypada zatytułować inaczej. Tak, Cryptic Tales to żywa legenda krajowego podziemia metalowego. To zespół, który na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia wraz z Pandemonium czy Chist Agony wyznaczał kierunki rozwoju rodzimej sceny ekstremalnej. Zespół, który awangardowym podejściem do muzyki, a namacalnym tego przykładem jest kultowa dziś "Anathema", wyprzedzał świat o co najmniej dwie długości. Zespół, który po latach niebytu powrócił, może trochę na nowych zasadach, ale z tą samą energią i siłą co kiedyś. O planach Cryptic Tales tych najbliższych i tych dalszych, ale także o chlubnej przeszłości rozmawiałem z liderem, gitarzystą i wokalistą przemyskiego kwintetu – Piotrem Kopko. Zapraszam do obcowania z legendą, która na to miano zasługuje jak mało która!
Witaj Piotrek! Od ostatniego naszego spotkania przy okazji wrocławskiego koncertu Cryptic Tales w czerwcu 2009 minęło już trochę czasu. Co działo się przez ten czas w obozie "Crypticów"? Dobrze przeczuwam, że mamy do czynienia z przysłowiową ciszą przed burzą?
Przez ten cały czas Cryptic Tales po prostu robił swoje. Być może nie były to jakieś widoczne gołym okiem działania, ale od tamtego momentu promowaliśmy zespół głównie na zachodzie. Zagraliśmy też na kilku festiwalach i mniejszych trasach w Polsce. Chyba nie mamy tu do czynienia z ciszą przed burzą, bo teraz będziemy potrzebowali przede wszystkim spokoju po to by napisać nowy album. Co też w tej chwili czynimy. Jednak to trochę potrwa więc na tę „burzę” trzeba jeszcze sporo poczekać.
Przyznasz, że zeszły rok była dla Was dość udany. "VII Dogmata of Mercy" miała swoją światową premierę. Przypomnieliście się szerszej publiczności. Wygląda na to, że zespół Cryptic Tales wreszcie odżył!
Przede wszystkim Cryptic Tales na pewno wrócił i stał się częścią tej sceny. W minionym roku zrobiliśmy wszystko co było możliwe by nasz powrót stał się oczywistym faktem. Staraliśmy się też choćby w minimalnym stopniu zaistnieć poza Polską. Dlatego postaraliśmy się o wznowienie "VII Dogmata of Mercy” na zachodzie. Doprowadziliśmy też do wznowienia naszych starszych nagrań "Valley of The Dolls” i "Anathema” w formacie CD. Ruszyliśmy też z pierwszymi po reaktywacji koncertami. Naprawdę mieliśmy pracowity rok i teraz potrzebujemy spokoju bo zamiast pisać nową płytę musieliśmy się wszystkim sami zajmować i teraz nowy materiał Cryptic Tales jest mocno opóźniony.
Rok 2010 też zaczyna się obiecująco. Zagraliście w Krakowie na koncercie benefisowym Thy Disease.
Na 2010 nie planowaliśmy żadnych konkretnych działań promocyjnych. Na ten rok mamy bardzo proste założenie. Pisać i jeszcze raz pisać nową płytę Cryptic Tales Oczywiście nie odmawiamy grania koncertów, dlatego wystąpiliśmy na koncercie benefisowym Thy Disease.
Czy przy okazji tej imprezy była możliwość odświeżenia starych kontaktów?
No tak - szczerze mówiąc kilku znajomych z dawnych lat udało nam się tam spotkać. W maju pojawimy się też na festiwalu "United Titans”, gdzie zagramy wspólnie z Deicide, Death Angel, Pestilence, Marduk i Vader . Być może będzie też możliwy udział Cryptic Tales na którymś z letnich europejskich festiwali, ale to jeszcze nic pewnego.
Krytyka bardzo ciepło przyjęła Wasz powrót. A jak zareagowali fani - ci "starzy”, i ci "nowi”?
Dostaliśmy sporo sygnałów od starszych fanów zespołu że "VII Dogmata of Mercy” jak najbardziej się podoba. Starsi fani w większości zaakceptowali też naszą zmianę w spojrzeniu na muzykę i całą kreowaną przez nas nową otoczkę wokół niej. Zdarzały się też jednak głosy wręcz grożące nam i nawołujące nas do powrotu do starego stylu. "VII Dogamata of Mercy” zdobyła też dla nas trochę nowych fanów. Ci z kolei generalnie cenią tylko nasz ostatni album, a nasze starsze płyty z lat 90 – tych raczej do nich nie przemawiają.
Zahaczmy może trochę o historię. Mamy początek lat 90-tych na rynku pojawia się wysyp znakomitych kapel. Jesteście oczywiście Wy, ale działają również takie firmy jak Armagedon, Pandemonium, Mordor, Hazael, Violent Dirge, Christ Agony i rozpoczynający światową karierę Vader. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać... Osobiście sądzę, że tamto pokolenie miało większy potencjał od zespołów grających dzisiaj. Jak myślisz czemu wtedy nikomu poza Vaderem nie udało się szerzej zaistnieć za Odrą? A wyżej wymienione bandy albo się rozpadały, albo w najlepszym razie przechodziły kryzys twórczy.
Głównym problemem było wtedy jak i dziś dotarcie do większej wytwórni. Tylko dzięki wsparciu większej wytwórni możesz liczyć na karierę o szerszym zasięgu. Kilku zespołom, które wymieniłeś jednak to się udało np.: Armagedon – kontrakt z Peaceville Records czy Hazael – kontrakt z Century Media. W obu przypadkach kontrakty te jednak zostały anulowane. Czyli coś jak zwykle nie wypaliło, nie zostało dopięte do końca i pewnie ktoś miał zbyt wysokie oczekiwania. Nie zawsze pewnie o wszystkim decydował sam zespół. Szczerze mówiąc nie widzę różnic w działaniu tych mechanizmów wtedy i dziś. Aczkolwiek uważam, że wiele zespołów z tamtych starych dobrych czasów nie za bardzo wiedziało jak się zabrać do tego by podpisać dobry kontrakt, a szkoda bo wtedy pewnie było to dużo prostsze gdyż na rynku był mniejszy tłok. Raczej zespoły nie mogły też liczyć na wsparcie jakiegoś konkretnego managementu. Poza tym jak już dochodziło do konkretnych rozmów z konkretną wytwórnią to nie czarujmy się – nasze zespoły nie do końca były przygotowane na to by robić światową karierę. Duże wytwórnie mają niestety swoje wymagania. Polskie zespoły za bardzo skupiały się na robieniu kariery w Polsce i raczej robiły niewiele by zwrócić na siebie uwagę jakiejś większej wytwórni. Raczej panowało przekonanie, że ktoś z zachodu dany zespół w końcu zauważy i weźmie sprawę kontraktu w swoje ręce. A jak to zwykle bywa raczej żadna oferta się nie pojawiała więc dobry zespół powoli toną w rodzimym bagienku. Dla mnie przykładem zespołu, który wiedział jak się w pewnym momencie zabrać za swoją karierę był zespół Hazael. Zespół ten nie czekał na to aż ktoś ich zauważy tylko odłożył kasę na studio w Niemczech w którym nagrywały wszystkie zespoły z stajni Century Media. Chłopaki pojechali tam i za swoje pieniądze zrealizowali materiał. Realizatorem w tym studio był wtedy Polak Waldemar Sorychta (lider/gitarzysta Grip Incorprated). Materiał Hazael spodobał się na tyle, że Sorychta postanowił przedstawić go szefostwu Century Media. No i Century Media łyknęła Hazael. Przed tym zespołem droga do światowej kariery stała wtedy otworem. Niestety pojawił się jakiś problem z wokalistą. W wyniku braku następcy, który spodobałby się Century Media wytwórnia wycofała się z kontraktu, a Hazael się rozpadł. Takich działań oprócz zespołu Hazael raczej nikt wtedy w Polsce nie podjął. Więc nie narzekajmy. "Dobry Wujek Sam” z walizką pełną dolarów po prostu nie istnieje.
Nawiązując do tego co powiedziałeś, to całe szczęście że w Was są jeszcze chęci.
Cryptic Tales gra dalej tylko dlatego, że po prostu lubimy to robić. Lukrowane kontrakty już nie dla nas. Cryptic Tales to dla nas hobby i nie mamy ciśnienia na kasę, sławę, etc. Mamy inne źródła utrzymania i poukładane w głowach realne spojrzenie na rzeczywistość. Teraz bawimy się samą muzyką i napawamy przyjemnością obcowania z nią – tworzenia jej. Wyścig szczurów o sławę pozostawiamy innym zespołom – powodzenia w walce. Mamy chęć do dalszego pisania muzyki tylko dlatego, że nie uczestniczymy w tej medialnej rzeźni na większą skalę. Stoimy z boku i robimy swoje.
Mimo tego "stania z boku” starałeś się jakoś odnowić kontakty sprzed lat?
Tak. Odnowiłem wraz z powrotem Cryptic Tales na scenę kilka starszych kontaktów. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że tyle osób z tamtych lat jeszcze działa w tym biznesie. Chylę czoła i mam wielki szacunek dla nich.
W zeszłym roku na rynku ukazały się wznowienia dwóch ważnych Waszych nagrań z pierwszego okresu działalności C.T. jak do tego doszło?
Uznaliśmy, że będzie to dobry ruch by zaakcentować obecność Cryptic Tales na scenę. Było też sporo głosów od starszych i nowszych fanów o dostępność tych nagrań w wersjach CD. W związku z tym postaraliśmy się o ich reedycje.
Nie mogę nie zatrzymać się dłużej przy "Anathemie”. Dla wielu fanów, w tym i dla mnie to dzieło wybitne i tak samo ważne dla polskiej sceny jak debiutanckie produkcje Pandemonium czy Christ Agony. Kontrabas, gitary klasyczne i głębokie ciężkie riffy, tak w Polsce nie grał nikt wcześniej.
Nikt wcześniej tak nie grał w ogóle nigdzie na świecie! "Anathema” pomimo upływu wielu lat zebrała i zbiera naprawdę masę pozytywnych recenzji na zachodzie. Zachód jest zdziwiony, że mieliśmy wtedy w kraju taką odpowiedź na dokonania Entombed i nikt z tym materiałem nic nie robił by ją światu pokazać. Cóż mogę powiedzieć – trochę mi szkoda, że tak się stało bo wtedy mieliśmy po 19 lat i kompletnie nie wiedzieliśmy jak się zabrać za naszą karierę. Nie pojawił się też nikt kto zrobiłby to za nas.
Pamiętasz jak powstawał tamten materiał? To był chyba trochę taki romantyczny okres w Waszej twórczości.
Tak pamiętam. Byliśmy wtedy pod wpływem szwedzkiej sceny death metal i w takim nastroju pisaliśmy "Anathema”. Chcieliśmy jednak wnieść do tego klimatu coś swojego dlatego całość oprawiliśmy w brzmienie klasycznych instrumentów takich jak kontrabas, gitara klasyczna, etc. Pomysł wypalił i materiał ten wyniósł nas wtedy w Polsce na szersze wody. Czy okres ten był dla nas romantyczny ? Nie wiem. Mieliśmy po 19 – 20 lat i liczyło się dla nas granie ekstremalnej muzy. Czas upływał nam od koncertu do koncertu. Zabawa trwała – cóż nam więcej było trzeba?! Raczej nie myśleliśmy wtedy jakoś poważnie o naszej karierze. Po prostu graliśmy sobie death metal.
Chyba nie przypuszczaliście, że muzyka zawarta na "Anathemie" będzie aż tak przełomowa.
Nie – wtedy liczyła się dla nas dobra zabawa. Zespół nie przejawiał wtedy jakiegoś konkretnego myślenia o karierze. Nagraliśmy "Anathema” od tak po prostu i pewnie nikt by o tym materiale nie usłyszał gdy by nie wytwórnia Carnage Records, która wprowadziła nas na półki sklepów w całej Polsce. Wtedy dotarło do nas, że staliśmy się obserwowanym i zauważonym zespołem w Polsce. Były nawet jakieś sygnały, że holenderska wytwórnia Cyber Music chce to wypuścić na zachodzie. Cryptic Tales zaczął grać jako headliner i na naszych koncertach widzieliśmy masy ludzi, którzy znali na wskroś materiał "Anathema”. Myślę, że na pewno był to pewnego rodzaju przełom zarówno w innym traktowaniu death metalowych aranżacji jak i w całej ówczesnej karierze Cryptic Tales.
Potem przyszedł czas na "Valley of The Doll” i "The Tales”. Wydawało się, że pójdziecie za ciosem i zespół wypłynie na szerokie wody. Tak jednak się nie stało...
Tak to prawda, Cryptic Tales sam na własne życzenie skopał swoją karierę. Zniknięcie ze sceny było dla nas zabójcze. Jestem przekonany, że znając siebie dziś bylibyśmy już bardzo daleko. Po prostu ten rozpad zespołu, który wtedy sam zainicjowałem to był dal nas zabójczy cios. Niestety tego zmarnowanego czasu nie da się już nadrobić.
A propos przeszłości, utrzymujesz kontakt z byłymi członkami C.T. Jesusem i Giloysem?
Raczej nie. Czasami widuję Giloysa, a z Jesusem nie wiem co się dzieje.
Gdy patrzysz teraz na przykład na sukcesy Behemotha, który za Waszych czasów dopiero raczkował, nie żałujesz tamtej straconej szansy? Mogliście być w zupełnie innym miejscu.
Tak, żałuję. Ten biznes jest dla twardych ludzi, a ja po prostu w pewnym momencie dałem ciała, wymiękłem i odpuściłem. Ewidentnie pogrzebałem kiedyś szanse tego zespołu i nie da się tego ukryć. W tym biznesie sukces wykuwa się stopniowo i odpuszczenie na moment to już pozamiatana sprawa.
W jednym z numerów "Thrashem’All” z lat 90-tych mówiłeś o swoich inspiracjach, które gdzieś głęboko tkwią w klasycznym rocku i metalu, a także z racji wykształcenia w muzyce poważnej. Nic się w tej kwestii nie zmieniło?
Nic – wychowywałem się na klasycznym metalu więc musi on gdzieś tam mieć jakiś wpływ na to co robię. To samo dotyczy też muzyki poważnej. Mam z nią do czynienia na co dzień od 7 roku życia, w związku z tym odbija ona się w mniejszym lub większym stopniu na twórczości Cryptic Tales.
Dziś C.T. to zupełnie inny zespół. Pożeglowaliście mocno w kierunku symfonicznego black metalu, czego wyrazem jest ostatnia płyta. Czy to oznacza, że przeszłość szczególnie z okresu „The Tales” jest czymś wstydliwym?
Przez ten cały okres kiedy zespół nie grał mój mózg nie był wyłączony od elementów poznawczych czy progresywnych. Ludzie się po prostu się zmieniają to przecież normalne. Nie widzę sensu grania muzyki której już nie czuję, a ja już nie czuję klimatów "The Tales” . Za to dobrze czuję się w klimacie z albumu "VII Dogmata of Mercy” dlatego będę grał i pisał właśnie taka muzykę. A jeśli chodzi o "The Tales” to sorry ale nie chcę wracać do tego albumu – jak dla mnie to jest za wolny i za bardzo zaczyna wykraczać poza ramy metalu. Dobrze, że już nie gramy tak jak na "The Tales”.
W jednym z ostatnich wywiadów, chyba dla "Atmospheric Magazine” wyjawiłeś, że chętnie skonfrontujesz C.T. z czasów "Anathemy” z tym dzisiejszym. Są w planie specjalne nowe aranżacje starych numerów?
Mieliśmy kiedyś takie plany by nagrać "Anathema” w nowych bardziej pasujących do teraźniejszego Cryptic Tales aranżacjach. Na razie odłożyliśmy je jednak do szuflady. Teraz skupiamy się tylko na nowym albumie Cryptic Tales. To dla nas najważniejsze zadanie wydawnicze. Być może wskrzesimy jednak tę ideę i „Anathema” pojawi się w nowej odsłonie. Jak dla mnie to świetny pomysł jednak nie zawsze musi w podobny sposób myśleć na przykład wytwórnia płytowa.
Czekamy w takim razie na nowy album. Mam nadzieję, że wydany przez wiodącą wytwórnię. Trzymam kciuki za Was i dziękuję za ciekawą rozmowę.
Dzięki za wywiad – no i uzbrajamy się w cierpliwość. Nowa płyta Cryptic Tales powstaje, jednak trzeba będzie jeszcze na nią trochę poczekać.
Sebastian Międzik
Źródło: MusicNews.pl
Tagi:
Komentarze
Świetny wywiad! Peter - chylę czoła!
~ Saxon747
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011