musicnews musicnews

Chain Reaction - Cutthroat Melodies

Data: 2010-03-22
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

 

Chain Reaction to zespół znany mi nie od dziś, ani nawet nie od wczoraj. Kolejne nagrania warszawskich metalowców podnosiły poprzeczkę coraz wyżej. Oczekiwania wobec nowej płyty, ponownie wydanej nakładem włoskiego Kolony Records, miałem więc bardzo wysokie. Czy udało się je spełnić? Ha, nie tak prędko!

 

Otwierający album numer "Twinge" rozpoczyna się od nieco klimatycznego tappingowego wejścia, uzupełnianego przez solidne uderzenia sekcji. Następnie solidny, nowoczesny riff, osadzony jednak w heavymetalowej tradycji (kłaniają się co bardziej melodyjnie grające szwedzkie kapele - zresztą to w wypadku Chain Reaction żadne zaskoczenie, ale i amerykańskie zespoły, zgrabnie łączące elementy tzw. nu- z tradycyjnymi elementami metalowymi też odcisnęły tu swoje piętno) i solidny, nie za brutalny, ale i wystarczająco mocny wokal Bartona. Otwieracz zasadniczo definiuje brzmienie albumu - oparte na mieszance solidnego, ciężkiego gitarowego mięcha i porządnej dawki melodii. Do tego dochodzą jeszcze zgrabne partie gitarowe (zarówno w wymiarze riffów, jak i solówek) i spora swoboda rytmiczna, nadająca muzyce fajny "groove" obecny w prawie każdym numerze (o wyjątkach później): "Cutthroat Melodies" w przeważającej części rzeczywiście buja. A wśród młodych kapel takie fajne kołysanie nie jest powszechne. Jedni wolą ultra-blasty, inni - posuniętą do ekstremum zamułę w oparach konopii. Tymczasem Chain Reaction idzie fajną drogą metalowego "środka", jest to granie w dużej mierze rock'n'rollowe, bez zbędnego zadęcia, a jednocześnie z polotem, odpowiednią dawką melodii i bez cienia nudy.

 

Brak jednostajności - w zasadzie pozytywny, choć nie jest to takie oczywiste - zapewniają numery o charakterze nieco innym niż zasadniczo okołothrashowa reszta płyty. Do tej kategorii na pewno zaliczyć trzeba urozmaicony formalnie i rytmicznie dyptyk "Insomnia Revised / H.B. Woodrose" (zgodnie z tytułem jest tu nieco psychoaktywnie i hipnotycznie, choć bez wychodzenia poza metalowe ramy), czy ciekawostkę w postaci "When Road & Booze Collide" (po tytule i "countrowym" wstępie spodziewałem się southernowej jazdy, tymczasem okazało się, że nowy gitarzysta Dani, w tym numerze udzielający się również wokalnie, postanowił przemycić do Chain Reaction porcję swoich heavymetalowych inspiracji - niestety po germańsku radosna melodia refrenu, choć ekstremalnie przyczepiająca się do neuronów, jest dla mnie niestrawna).

 

Czyli jak? Warto? Moim zdaniem tak. Choć Chain Reaction nadal nie wytyczają nowych horyzontów w muzyce metalowej, to jednak są autorami dźwięków na tyle szczerych, bezpretensjonalnych, a przy tym wlanych w ramy naprawdę zgrabnych kompozycji, że bez problemu mogę polecić ten album wszystkim miłośnikom grania jednocześnie nowoczesnego i bazującego na wieloletniej metalowej tradycji. Bardzo solidna płyta, praktycznie bez obciachu (z małym wyjątkiem, o którym powyżej, a który - z tego co wiem - wielu słuchaczom bardzo się podoba), świetnie zrealizowana i - co również ważne - odpowiedniej długości, nie za krótka, nie za długa. Życzę chłopakom, aby znaleźli solidnego wydawcę także na polskim rynku, no i rozwijali się dalej, choć interpretując muzykę przez pryzmat tekstów, bardziej służą im psychoaktywne rośliny, niż wódka.

 

Adam "kalisz" Kaliszewski

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews